Nie spiesz się w podróży. Niech miłość trwa eony, z logiką kwiatu, co kruszy skał twarde łona. Rozkwitaj co świt, od nowa, niestrudzony, zanim w smugę cienia chwila zostanie zmieniona. Kochaj bez pośpiechu, bez pauz, tak do końca, ze spokojem gwiazd i z rozmachem słońca. Bo czasu nie cofniesz, wczoraj nigdy nie jest dziś, przyszłość biegnie naprzód – my musimy z nią iść. Tu i teraz to tylko przystanek chwili. Więc przestań kruszyć kopie o sprawy nieważne, przyjmuj każde jutro ufnie i odważnie. Wrzuć do kadzi świata wszystkie trele-morele, niech nie psują szczęścia żadne duperele – puste łuski, co szeleszczą bez znaczenia. Lecz nie łudź się, że modlitwa wyprosi u nieba powrót tych, którym życia już nie trzeba, gdy śmierć na ich usta położy popiół i milczenie. Nie bądź pewny doby, gdy słońce cię budzi, ona przychodzi nagle, zabiera nam ludzi. Szukasz znaku wśród gwiazd, legendy i drogi, a ktoś tak Ci bliski – nagle stał się tak daleki. Telefon milczy, pustka po szybach spływa, nie wiesz, gdzie teraz ta dusza przebywa. On już nie podpowie, nie wzruszy, nie zezłości, płyną tylko łzy nad brakiem bliskości – nad tamtym śniadaniem podanym do łóżka, nad ciepłem, co zgasło jak polna ostróżka. Choć śmierć szczęście spłukała, jak deszcz barwny rysunek, miłość w Tobie zostaje – to Twój prowiant i ratunek. Dla tych w niebie, co widzą, i tych, co szukają, co wciąż pod tym samym niebem trwają. Warto zdążyć z szeptem przed świtem rozstania.
© Sława Gloria Kornacka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz