Egzamin z niebytu
Budzisz się w raju, co nie ma adresu,
gdzie włosy i usta – to mapy rozkoszy.
Naga, bezbronna, u kresu bezkresu,
nim świt tę namiętność bezgłośnie rozproszy.
Lecz zaraz ten drugi, ten cierpki sen dzwoni,
że raj ma już inny, że inna go trzyma.
I lęk, co jak bandyta w Twym sercu się chroni,
zamraża te dreszcze zimnymi oczyma.
Nigdy cię nie było – krzyczysz w pustą stronę,
i to jest Twój wyrok, i Twoja ostoja.
Bo łatwiej jest wierzyć w sny niespełnione,
niż w to, że ta miłość... mogłaby być Twoja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz