czwartek, 31 grudnia 2015
Noc Sylwestrowa, bal nad bale
piątek, 25 grudnia 2015
Lepszy świat
„Nawet najświętsze prawem być przestaje,
jeśli szczęściu ojczyzny przeciwnym się staje”.Nie obchodzi mnie ich święto, pochody przez Warszawę, Szczecin czy Łódź. Demokracja rodzi się w sercu, nie tam, gdzie każą nam pójść. O co walczą? O te kajdany, co naród zrzucił z zakrwawionych rąk? O nowy ustrój? O nowy ład? Z kim? Z tymi, co sprzedali ten kąt? Z tymi, co dzieci wygnali w świat? Z którymi każdy dzień to bój o wszystko – o chleb i o dach, o wolny od ucisku dom mój. A oni grabią ostatni grosz na wieczny raj, na wakacji blask. Zejdź z chodnika. Chodź ze mną. Pokażę Ci świat, co nie zna ich masek.
Sława Gloria Kornacka
czwartek, 24 grudnia 2015
Z logiką kwiatu
Nie spiesz się w podróży. Niech miłość trwa eony, z logiką kwiatu, co kruszy skał twarde łona. Rozkwitaj co świt, od nowa, niestrudzony, zanim w smugę cienia chwila zostanie zmieniona. Kochaj bez pośpiechu, bez pauz, tak do końca, ze spokojem gwiazd i z rozmachem słońca. Bo czasu nie cofniesz, wczoraj nigdy nie jest dziś, przyszłość biegnie naprzód – my musimy z nią iść. Tu i teraz to tylko przystanek chwili. Więc przestań kruszyć kopie o sprawy nieważne, przyjmuj każde jutro ufnie i odważnie. Wrzuć do kadzi świata wszystkie trele-morele, niech nie psują szczęścia żadne duperele – puste łuski, co szeleszczą bez znaczenia. Lecz nie łudź się, że modlitwa wyprosi u nieba powrót tych, którym życia już nie trzeba, gdy śmierć na ich usta położy popiół i milczenie. Nie bądź pewny doby, gdy słońce cię budzi, ona przychodzi nagle, zabiera nam ludzi. Szukasz znaku wśród gwiazd, legendy i drogi, a ktoś tak Ci bliski – nagle stał się tak daleki. Telefon milczy, pustka po szybach spływa, nie wiesz, gdzie teraz ta dusza przebywa. On już nie podpowie, nie wzruszy, nie zezłości, płyną tylko łzy nad brakiem bliskości – nad tamtym śniadaniem podanym do łóżka, nad ciepłem, co zgasło jak polna ostróżka. Choć śmierć szczęście spłukała, jak deszcz barwny rysunek, miłość w Tobie zostaje – to Twój prowiant i ratunek. Dla tych w niebie, co widzą, i tych, co szukają, co wciąż pod tym samym niebem trwają. Warto zdążyć z szeptem przed świtem rozstania.
sobota, 19 grudnia 2015
Nowa Konfederacja
(na melodię „Pieśni konfederatów barskich”) Kłamstwo, oszustwo i draństwo – ten świat znamy już zbyt boleśnie. Strzeliło ich władzy dwadzieścia pięć lat, lecz sen ich skończy się wcześnie! Na ich sztandarach skradziony jest znak tradycji, wiary, honoru. Złote wesele – to zdrady jest smak, nie chcemy tego wyboru! Nie uwierzymy już przebierańcom, kartka czerwona na stole! Nie damy kraju obcym wybrańcom, wybierzemy swą wolę! Wyrzućmy za okno telewizory, gdzie jadem pluje propaganda. Ich trybunały, ich obce jęzory, podła ich szczuwokanda! Choć wciąż podnoszą sztandary szumne, mafii układy i rajcy – nas nie przerażą zaciągi tłumne ani ci nowi targowicy! Nie wpadniemy już w żadną wilczą jamę, nie ulękniemy się władzy. Choć rzucą kłody przed nami te same, już nie będą nas prowadzić! Chcemy system zmienić, chcemy żyć godnie, by biedy nigdy nie było. Płonąć będziemy – jak wolne pochodnie, by wreszcie żyło się miło!
sobota, 5 grudnia 2015
Nocna zmiana warty
| foto wikipedia |
wokół deszcz i wiatr i straszna plucha
cichy kąt i też ciemność tu cicha
i pod osłoną tej mrocznej nocy
ktoś użycza swej tajemnej mocy
i dopina nocnej zmiany warty
cyprysy mówią, nie bez powodu
ten wyrok z łzą dla tego narodu
spada i prawo sądu przenika
„a ludzie mówią i mówią uczenie
że to nie łzy, ale że kamienie"
i tej i tamtej i każdej władzy
piątek, 27 listopada 2015
Róża
albo imię pięknej dziewczyny
albo położyć się przy niej
dziewczyna na pokazie mody
jasnowłosa jest jej kwiatem urodziwym
dziewczyna brak miłości topi w winie
wtorek, 24 listopada 2015
Gronostajna
O, gronostajna społeczności.
Perlico, ośmiornico, łasico –
nic nie zakłóci tej radości,
ona we mnie trwa.
To o niej żartują mężowie,
podziwiając wdzięk gwiazdy magicznej.
Do niej wzdychają panowie
w kosmosie, co lśni nad Wisłą.
Nie tej, co utonęła
w nocnej bieliźnie,
lecz odkrytej i nagiej.
Soczystej jak owoc mango,
ostrej jak polemika,
krwiożerczej jak modliszka.
Sława Gloria Kornacka
poniedziałek, 23 listopada 2015
Testament
Non omnis moriar. Moje dni i sny głębokie, kołysane martwą ciszą w koszach z wikliny, zapełniałem tomami żywej historii. Tu dźwięczały moje słowa – lubiły je dzieci, którym kładłem dzieje do głowy, dziś ich myśli to moja lutnia i moja mowa. Życie jak skazaniec siada na pryczy, czeka na topór, co błyśnie o świcie. Za oknem lato deszczem płacze, żegna bliskich. Pamiętam o was – póki wy pamiętacie. Niech wasza tęsknota, ujęta w obłoki, ukołysze mnie i w anioły skrzydlate obróci. Nie dla sławy to było, nie dla imienia. Imię moje zgasło jak piorun, lecz wróci błyskawicą, by trwać w dynastii królów. W kraju zostawiłem jednego dziedzica – sen nocy i dwa imiona wielką literą pisane. W kolorach biało-czerwonych, wyrytych w sercu, rozkwitam różą na mogile pod lasem.
Sława Gloria Kornacka
środa, 18 listopada 2015
Odrębność
Nie ma dwóch światów identycznych, jak nie ma ludzi tożsamych. Człowiek to byt, nie numer, nie da się go w szufladzie zamknąć. Ani jedną miarą zmierzyć, jak podczas wojskowej musztry, gdy pod butami giną łzy, a rozkaz każe smutek w sobie zamknąć. Nie ma dwóch wierszy takich samych. Poezja tworzy byty niezależne, na stykach tajemnic kładzie się cieniem księżyca w zatokach serca. To medal o dwóch stronach: portret i autoportret. I nie ma dwóch poetów takich samych. Każdy bierze się z życiem za łby, zagubiony w oceanie czasu, nosi słabość i nosi winy. Lecz każdy inaczej dotyka jądra prawdy, oddając sztuce duszę – jak diabłu – za te najintymniejsze chwile. Poeta wypowiada poematem wojny za owieczki, co milczą w spokoju. Rzuca się w wir, jak żołnierz w boju, strzela wersami, tnie sumienia oprawców. Zasłania ofiary skrzydłami słów, do szaleństwa kocha i miłuje, jak wariat świat gloryfikuje. Co różni poetę od czytelnika? Ten drugi, z wygody lub strachu, zapomniał języka w gębie. Zgodził się, że są równi i równiejsi, że jaśnie wielmożni stoją ponad prawem, a wielebny manipuluje wiernymi. Świat dzieli się na katów i poddanych, na silnych i tych dręczonych. I tak można do usranej śmierci te piekła życia odmieniać, wielbić je lub po prostu – olewać.
Sława Gloria Kornacka sobota, 14 listopada 2015
Triolet de France
Tak już nigdy nie powiem żyje jak Bataclan i Stade de France
Ich dole i niedole przerwała ciemność i krwawe żądze zemsty
Ich serce nie ożyje, wiatr z rozpaczy wyje, kirem zachodzi słońce
Na liściach aloesu martwe łez krople Bataclan i Stade de France
Ich korona cierniowa, ich droga krzyżowa na cmentarzach de France
To odwet: za gwałt, za pogwałcenie praw, ojczystej ziemi gwałt ognisty
Tak już nigdy nie powiem żyje jak Bataclan i Stade de France
Ich życie niewinne przerwała ciemność i krwawe żądze zemsty
Za Polskę wolną (triolet)
Za Polskę wolną, nie kwiaty i wianki.
Lecz życie pod mostem bez sielanki
Głód i rozpacz, zimne noce i ranki
Za Polskę wolną, nie kwiaty i wianki.
Komornik i wyrok: na dzbanki i ścianki.
piątek, 13 listopada 2015
Światy
poniedziałek, 9 listopada 2015
niedziela, 8 listopada 2015
Powietrze pachnie macierzanką
osnuta snem o jesieni
wspominasz nasz czas na ziemi
tęsknisz?
jak świeczka na twoim grobie
szybko i bezgłośnie
odymiając moją twarz żałośnie
sobota, 7 listopada 2015
Szukam Cię
by, tak jak za dawnych czasów
dotknąć pełni księżyca, by żyć
pełnią życia, może jutro albo dziś
wtorek, 3 listopada 2015
Wrak
Rumak władzy galopuje, ludzkie nerwy w strzępy rwie. Po koronę śmiało sięga, choć po polsku tylko gęga. Pustosłowia potok płynie, wiara ludzi w pył się kruszy. Miałeś, chamie, władzy smak – z gospodarki został wrak. Pęd do tronu nader śmiały, tylko rozum... taki mały.
niedziela, 4 października 2015
Władca Szafirowej Wstęgi
W dzikiej dolinie mój Bug płynie.
Rządzi bez praw, tyran bez korony,
gdy w pełni, w nagłym przypływie fali,
topi bez tchu miast i wiosek strony.
Pogodny, wkłada słomiany kapelusz,
kłania się trzcinom, co w słońcu schną.
Świat szafirową wstęgą oplata,
budząc poranek niebieską mgłą.
Strumieniem wnika pod skórę duszy,
myśli obmywa, nasyca je tęczą.
Gładzi kamienie kaleczące horyzont,
pędząc tęsknotę, by szczęściem upoić.
Tam jawor stoi jak obraz święty,
ptaki tną błękit, taniec motyli trwa.
Chłód białą ambrą muska skronie,
święcąc natury wiosenne gody.
Klęczę w cieniu rajskiego ogrodu,
w skowronkach cała. W lustrze wody
widzę wierzbę w koronie cierniowej.
Zanoszę szept o jedyny cud.
Kluczą gęsi jak nuty Vivaldiego,
jedna prowadzi, reszta za nią mknie.
Gracje muzyką światy splatają –
co boskie i ziemskie w jednym śnie.
sobota, 3 października 2015
Czarno na białym
Poezjo: muzyko nocy.
Twoje słowa, jak księżyce w pełni,
owocują w światłocieniach uczuć.
Wystarczy myślą w nie wniknąć,
by odpłynąć z prądem ich fali
i ujrzeć światy dwa:
czarny i biały.
A w nich dwanaście kolorów
żywych i umarłych.
Jesteś tam i Ty.
Nad Wodą Czterech Stawów
rozmawiamy o kwiatach, o wierszach,
o miłości po życia kres.
Jesteś tak realny, choć Cię nie ma.
Noc budzi świt mokry od mżawki...
Sława Gloria Kornacka
czwartek, 1 października 2015
Moja droga
Na ogół mamy ochotę na więcej i więcej. Ale tylko młodość sięga tam gdzie wzrok nie sięga i nie liczy godzin ani dni. Kiedy czas nasz zaczyna się kurczyć musimy wybrać to co najistotniejsze. To dlatego nie sięgam już zielonego lata, gdy nawet nie wiem jakie plany ma złota jesień.
Wszyscy jesteśmy otwarci na jutro, ale jutra może nie być. Ono nawet nie wie, że jesteśmy. Czas i świat dano nam na kredyt in blanco. Ten dług spłacamy nie znając warunków umowy. Nasz dramat tkwi w tym, że wszystko co mamy w oka mgnieniu może przestać istnieć. Kontr-spektakl rzeczy odchodzi w niebyt. Uciekamy od takich myśli, nie chcemy znać prawdy o nas samych. Wypieramy ze świadomości śmierć, ale ona o nas nigdy nie zapomni. Przemijanie musimy oswoić, tak jak oswajamy miłość.
Jest rzeczą okrutną, gdy wyroki nieba przerywa wyrok wydany przez tyranów na ziemi. Jest bowiem śmierć z przykazania Boga, ale jest też śmierć z rozkazu czy błędu ludzi. Taką tragedią był Katyń. I w niedalekiej odległości katastrofa smoleńska. Krwią znaczone i obie jakże bolesne dla Polski.
Dla nas żyjących każde odejście naszych bliskich wiąże się z wielkim bólem i żałobą do końca dni naszych. Wciąż ich pamiętamy i wciąż wspominamy.
1 listopada jest świętem zmarłych, ale to my żywi pochylamy się nad ich grobami na wieczne spoczywanie.
autor: Sława Kornacka
niedziela, 27 września 2015
Księżycowa Apokalipsa
Muzyka gwiezdna: bogini przestworzy płynie srebrzyście nad miastem. Rozbrzmiewa dźwiękiem czystym, najpiękniejszą arią o miłości. Niebo przybrało kolor rdzawej stali, jak w preludium do Apokalipsy. Ludzie – struny niebieskich sfer – drżą pod palcami wiolinowych nut. Księżyc nakłada purpurowe szaty, rośnie, zagarnia niebo pełne gwiazd. Zbliża się niemal do twarzy planety, by poczuć jej wrześniowy oddech. Po orbicie krążą plotki: nad światem zawisły chmury asteroid. Ziemia dla nich chce opuścić złote słońce. Kto ma jej bronić, jeśli nie Księżyc? On dumnie pełni swą nocną wartę, na wieczny trud Syzyfa i rozpacz Gwiazd. Gdy on wzdycha – ona milczy. Ich uczucia wiecznie mijają się.
Sława Gloria Kornacka
sobota, 26 września 2015
Juliusz Erazm Bolek - ABRACADABRA
![]() |
| okładka książki |
O poezji Juliusza Erazma Bolka wypowiadali się w samych superlatywach najwięksi poeci i znawcy literatury i poezji. Poza wspomnianym już ks. Janem Twardowskim, byli to: m.in. Ernest Bryll, Karol Samsel, Krzysztof Lipka, Roman Śliwonik, Zbigniew Jerzyna, Andrzej Zaniewski, Stefan Jurkowski i wielu wielu innych...
To co zwróciło moją uwagę w poezji Juliusza Erazma Bolka i co mi się bardzo podoba, to nadawanie rzeczom martwym mocy ożywczej, by nie powiedzieć cech ludzkich. Automatycznie sięgam myślą (utworu „Wolność”) - krawata, który „uwalnia szyję ze śmiertelnego uścisku”... paska spodni, który „otwiera swoją obręcz ku zdziwieniu klamry”... pętli w oknie, która „wciąż kusi podnieca przyciąga”. Drobne przedmioty, które codziennie zakładamy na siebie ograniczają naszą wolność i krępują ciało, a z drobnych spraw powstają rzeczy wielkie, a nawet "wszechświat myśli", bo - gdy "kamienie spadają z nieba /pociągając za sobą niebieską przestrzeń / autor chce - „wyrwać światu przynajmniej/ fragment siebie/nic więcej/tylko ukraść własne istnienie”... przepiękne, głębokie wyznanie – jak uchronić własne istnienie, gdy świat jest niebezpieczny, przygnieciony i ciężki, gdy kosmos niesie wielkie zagrożenie (choć jest niebieski i pięknie wygląda).
Nie opowiem Wam wszystkich utworów, zostawię sobie na deser, by stanąć z autorem przed lustrem i zobaczyć w nim także siebie ... jeśli chcesz i Ty poczuć smak poezji Juliusza Erazma Bolka weź do ręki książkę Abracadabra, na pewno znajdziesz tam coś dla siebie.
autor Sława Kornacka
sobota, 19 września 2015
Dwa światy: w 72 rocznicę Powstania Warszawskiego
Sława Kornacka
wtorek, 15 września 2015
Urosłam
Kiedy, świat wali mi się na głowę, wtedy z pomocą przychodzi mi poezja... sięgam po wiersze poetów znanych i nieznanych. Po teksty, które przemawiają do mnie. Myślę, że wielu z nas doświadcza tej kojącej mocy wiersza.
Tymczasem czytam, że współcześnie zalewa nas poezja, że wydawcy nie chcą drukować tomików, bo wiersze nie są dochodowe, bo dziś więcej ludzi wiersze pisze niż czyta.
I po tej lekturze trafiam na felieton Jerzego Pilcha o tym jak opróżnia w swoim domu półki z książek, jak długo waży w sobie decyzje co i komu oddać, a co zostawić. Ale nie uwierzycie! Tomiki wierszy zostawiał i ustawiał na półkach tak, aby mieć je „pod ręką”. To jedyne książki, które "nie poszły na przemiał" choćby
Sława Gloria Korn-Acka
sobota, 22 sierpnia 2015
Płacz smutku po stracie Violetty Villas
niczym zaczarowane Słońce
i widok tęczy naiwny
gdy już psalm żałobny w oddali słychać
tutaj chłód doskwiera i wiatr wieje
spaceruj bezpiecznie u mamy
autor Sława Kornacka
Tę „pasję” z moim bratem mieliśmy od dziecka. I z tą siłą odszedłem... mówił Prezydent Lech Kaczyński
![]() |
|
Lech Kaczyński (fot.
Fot. www.prezydent.pl
|
"O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny. I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną I światła szarego blask sączy się senny... "
piątek, 21 sierpnia 2015
Na Krakowskim, drzewa płaczą
tacy młodzi, w pełni życia
a śmierć, w nich nagle godzi
dziewięćdziesiąt sześć grobów
usłanych różami
ich nie ma już z nami
w oczach ogień i las
to już koniec, koniec marzeń
ich serca już nie biją
oni, już nie żyją
puls odmierza tysiąc uderzeń
złamana brzoza, linia lotu, szelest mgieł
żal przeplata się z zamyśleniem
Gloria S.Korn-Acka
wtorek, 18 sierpnia 2015
To nieprawda, że dla mnie umarłeś
gdy, opuszczę mój dom tak szybko
że, nawet się nie zorientujecie
zostawię wam większą część siebie
zabiorę tylko to na co czekają w niebie
Prawdziwa niemoc człowieka przejawia się wobec żywiołu życia. Oczywiście, gdy śmierć zabrała już ofiary swoje, oddajemy ich Bogu i Jego sprawiedliwości. Tam w niebie nie wiemy komu przypadnie kara, komu nagroda.
My ludzie nauczyliśmy się wytwarzać w procesie produkcji solidne budowle, wysokie wieże, mosty zwodzone, luksusowe auta, podwodne statki i szybujące podniebne kolosy. To napawa nas przeświadczeniem, że człowiek jest istotą silną, która nie podda się wiatrom i burzom, że jego życie jest trwałe i wieczne. Człowiek mały poprzez iluzję doświadcza swej mocy i wielkości i zapomina, że kwintesencją życia jest kruchość istnienia.
A przecież pomiędzy „bogiem i prawdą” nigdy nie mamy pewności czy wychodząc z domu jeszcze do niego wrócimy. Nie mamy pewności czy wsiadając do samochodu i wyjeżdżając na ulicę, wrócimy cali i zdrowi. Tak jak nie wiemy czy wsiadając do samolotu bezpiecznie wylądujemy. A bywa i tak, że umieramy we własnym domu. Nagle. Pod nieobecność domowników.
Nikt z nas nie traktuje w ten sposób zwykłego wyjścia, zwykłego dnia, ale śmierć jest wpisana w te zwykłe czynności i zwykły czas dnia i nocy. Jesteśmy tak skonstruowani, że nie dopuszczamy do siebie na co dzień myśli o odejściu, bo to wywoływałoby w nas strach i paraliż. Dlatego zachowując świadomość tych sytuacji czarny scenariusz przemijania oddalamy wciąż od siebie.
Tkwiąc jednak w tym złudnym przekonaniu siły wobec życia doczesnego zbyt często ryzykujemy nasze życie. A zdarza się też, że ryzykujemy życie osób innych. A tego robić nam nie wolno, bo nie cofniemy czasu, gdy popełnimy „śmiertelny” błąd . To ryzyko okupujemy drogo. Ona – „śmierć przychodzi nagle, cicho, zabiera to kruche, małe życie…” W jednym momencie odchodząc na drugą stronę życia, stracimy wszystko – rodzinę, dom, wszelkie bogactwa, stanowiska i przywileje. I zostawimy po sobie wielki ból.
Cierpienie śmierci wielkim strumieniem spłynie na bliskich. To oni będą zmagać się w żałobie, będą rozpaczać i tęsknić. Tak jak biblijny Hiobe, który opłakiwał niespodziewaną śmierć swoich dzieci. I choć nie brakowało mu przysłowiowego „koziego mleka”, to w jednej chwili „cały świat wywrócił mu się do góry nogami”. Wydawałoby się, że prędzej On Hiobe doświadczy śmierci, bo jego dzieci były młode i zdrowe, to jednak to ich życie zgasło. Tak w życiu każdego z nas nie ma tej pewności, a już na pewno nie ma pewności istnienia raczej jest pewność nieistnienia, bo każde życie jest kruche i ulotne.
Paradoksalnie dopiero śmierć osób najbliższych wyrywa nas z tej potęgi myśli i uświadamia kruchość naszego życia. I nagle okazuje się, że na nic splendory, na nic bogactwo, że sprawy o które zabiegaliśmy nie są ważne, że nasze racje straciły sens. Trzeba dużego wysiłku i wielu wyrzeczeń, by uporać się z emocjami, z bólem rozłąki i straty na wieczność całą tych wszystkich, których kochamy całym sercem. Oczywiście, gdy śmierć zabrała już ofiary swe, oddajemy ich Bogu i Jego sprawiedliwości. Tam w niebie nie wiemy komu przypadnie kara, komu nagroda. Tu na ziemi osądzimy pamięć o nich.
Te słowa mają szczególną wymowę w obliczu tragedii, którą wciąż jeszcze przeżywamy jako naród. Zgasło naraz 96 ludzkich istnień. A może, gdyby nie ryzykowali lądowania w trudnych, ekstremalnych warunkach Bóg nie zabrałby ich do siebie. Stało się inaczej i opłakujemy ich śmierć. Ich rodziny, ich bliscy przeżywają ból rozpaczy. Wszyscy doświadczamy zetknięcia z nietrwałością życia ludzi i widzimy, jak bardzo jesteśmy słabi i bezsilni wobec żywiołu życia. I jak bardzo bezradni wobec śmierci.
Et in hora mortis
... w godzinę śmierci, dwójkami szli do nieba
jeszcze Polska nie zginęła, póki krzyż ją chroni
póki naród polski tożsamości swojej broni
mroźny wiatr ze wschodu wieje
choć nie ma okopów: znów krew się leje
by, zdeptać łączące z krajem ogniwo
mgła zbiera śmiertelne żniwo
lecieli modlić się, hołd wieczności złożyć
by, kres kłamstwu katyńskiemu położyć
hartowani w ciemnym lesie: strzałem w potylicę
stanęli do apelu z tymi, co zginęli w drodze na ich groby
i Bóg płakał jak ojciec, który traci ukochane dzieci
i owijał ich wszystkich w całun biały i czerwony
jeszcze Polska nie zginęła, póki w pamięci ślad trwały
póki groby naszych braci, zdobią krzyże chwały
w hołdzie tym, co zginęli w Katyniu i pod Smoleńskiem
10 kwietnia 2010 r. godz. 8:41:06
Stary człowiek i morze
Powoli zbliżaliśmy się do stacji docelowej. Patrzyłam na morze. Zawsze urzekał mnie widok nieskończonej tafli wody, który przecinają połyskujące w oddali bandery i żagle statków morskich. Natura maluje najpiękniejsze dzieła sztuki.
![]() |
Centralne Muzeum Morskie w Gdańsku, "Ciągnienie sieci", Feliksa Michała Wygrzywalskiego |
Rankiem, gdy zbudziłam się ze snu Julia jeszcze spała. Za oknem słychać było urywane słowa męskiej rozmowy. Wyjrzałam przez okno. – Dzień dobry – rzuciłam słowa powitania. – Dzień dobry – odpowiedzieli chóralnie panowie. – Dziś są rybki na kolację. Lubi Pani ryby? – Bardzo, zwłaszcza te świeże – odrzekłam. – Na niebie są jeszcze chmury, ale przejaśnia się, to dobry znak na początek wakacyjnego urlopu. Od jutra zapowiadają słońce – kontynuował starszy mężczyzna nie przerywając pracy przy patroszeniu ryb.
Zaparzyłam czarną kawę, z filiżanką w ręce zeszłam do ogrodu, by popatrzeć jak przyrządza się ryby do smażenia metodą chałupniczo-przemysłową, bo większość tych ryb zostanie przetransportowana do tutejszych smażalni obsługujących liczną rzeszę turystów. Przy rybach pracowało bardzo sprawnie dwóch mężczyzn. Czas obróbki jest istotny. Sprawione ryby muszą jak najszybciej trafić do chłodni. Trzeci mężczyzna w tym czasie zajmował się sieciami. To pan Antoni, ten sam, który przywitał mnie i moją przyjaciółkę na peronie stacji. Po kilkunastu minutach, pan Antoni zagrał na organkach i zaśpiewał – „Poranek słoneczny, piękny. Wcześnie stary rybak wstał po bursztyn. Na plażę udał się.” A z jakim przejęciem to grał, w jego oczach widać było blask wielkiej miłości do morza.
On i jego brat Józef są rybakami z dziada pradziada. To rodzina kaszubska, od pokoleń mieszkająca na Półwyspie Helskim. Ich dziadek wypływał na łowiska mając 92 lata. Bracia mieszkają w jednym domu. Razem bytują i razem pracują. Pan Antoni ma 77 lat, jego brat Józef 75. Razem mają aż 152 lata. Wiara i optymizm to ich sposób na życie. Modlą się o pokój Chrystusowy. Modlitwę o pokój na ziemi pojmują jako święty obowiązek.
Wypływają w morze 3-4 razy w tygodniu, wypływają na godzinę, dwie, jeszcze przed świtem. Na moje pytanie jaką łodzią pływają, pan Antoni odpowiada: najstarszą i najmniejszą. Ich łódź ma przeszło 30 lat, w tym roku skończy swoją rybacką służbę. – Najwyższy czas iść na emeryturę, niech pływają młodsi – konstatuje pan Antoni.
Siedzący obok mnie młody mężczyzna wyraźnie nie jest zadowolony z wykonywanej pracy. Na jego miejscu z pewnością miałabym podobną minę. Nożyczkami obcina płetwy ryb i wrzuca do pojemnika, skąd chwyta je sprawnie w swoje ręce pan Józef, by usunąć jelita. Młody człowiek wygląda na 30-35 lat, ale w rzeczywistości jest starszy. – Lubi pan pracę rybaka? – pytam. – Nie. – To dlaczego wypływa pan w morze? – Jestem bezrobotny i choć z tego łowienia dużych pieniędzy nie ma, to zawsze kilka groszy wpadnie. A pojeść też można zdrowo. Poza tym to jeszcze jedne ręce do pomocy na morzu. Pomocne zwłaszcza, gdy na morzu panują trudne warunki. Ojciec i wujek mają swoje lata. Z zawodu jestem piekarzem. Nie chwyciłem bakcyla morza. Pływam, bo muszę. A poza tym teraz, żeby zdobyć uprawnienia trzeba mieć dużo pieniędzy. Ja ich nie mam. Uprawnienia mają ojciec i wujek. Pływam jako pomocnik i na morzu, tak jak ryby – nie mam głosu.
Patrzę na spracowane dłonie pana Antoniego. Pytanie samo ciśnie się na usta. – Czy łódź jest sterowana ręcznie? – Nie. Kwituje krótko rybak. Ma dwa silniki, ale nie ma osłony przed wiatrem i słońcem. Panują w niej trudne, surowe warunki, tak jak trudna i surowa jest praca rybaka. Łowimy głównie flądry. Zwykle płyniemy w okolicę Kuźnicy, jednak nie zawsze ryby tam biorą. Wtedy płyniemy dalej, aż pod Gdynię.
Pytam mojego rozmówcę także o techniki łowienia. Wyjaśnia, że zastawiają sieci na dobę, dwie. Gdy są pełne, wyciągają je. To ciężki kawałek chleba dlatego siła rąk jest niezbędna. Ale ta praca wymaga też wielu lat doświadczeń. – Często kłócimy się z bratem na morzu, gdy różnimy się w opiniach.
Ale na lądzie jesteśmy zgodni. Wtedy, gdy zostajemy w domu i nie płyniemy w morze pracujemy przy sieciach. To praca spokojna, tu morze się nie burzy. Przygotować sieci do połowów to misterna sztuka. Reperacja, złożenie do suszenia i mycie wymagają wielkiej wprawy; by ryba chciała wpłynąć do sieci, te muszą być czyste. Do brudnej sieci ryba nie wpłynie. Myjemy je w zatoce, a potem w otwartych wodach morza – opowiada pan Antoni.
Mój rozmówca, nazywany przez miejscowych Tośkiem, lubi swoją pracę. Pracując przy sieciach, nuci stare melodie. I choć zwykle się uśmiecha i ma bardzo łagodną twarz, to jak mi się zwierzył, także na niego przychodzą chwile smutku , refleksji i zadumy. Melancholia dopada go wtedy, gdy jest sam. Nie chciał mi jednak powiedzieć, co go szczególnie zasmuca. Zadziwia go technika. Zadziwia go też to, że kobiety chodzą w spodniach. Kiedyś to było nie do pomyślenia. Wspomina stare czasy, gdy w kościele mężczyźni stali po jednej stronie,a kobiety po drugiej; teraz nawet w kościele jest demokracja, wszyscy stoją obok siebie – śmieje się pan Antoni.
Pytany o kobietę swego życia ze smutkiem stwierdza: – Jak pewnie pani zauważyła jestem samotny, bardzo samotny. Chciałem spotkać Bursztynkę, ale nie było mi to dane. Całe moje życie służyłem innym. Mnie wypadało tylko dodać, że była to służba z wyjątkową klasą. Wzruszony ucałował moją dłoń.
Osobom niewtajemniczonym wyjaśniam, że Bursztynka zwaną inaczej Juratą, wg legendy kaszubskiej była królową boginek morskich, która miała pałac z bursztynu na dnie Bałtyku w okolicach obecnego Półwyspu Helskiego. Umiłowała rybaków i nie pozwalała podwładnym boginkom swawolnymi żartami czynić im żadnej psoty. Ceniła w rybakach trud ich pracy i ubolewała nad tym, że często połowy ich były mierne, a głód zaglądał do ich chat. Podziwiała ich dobre serce. Ujęli ją tym, że choć sami byli biedni, to owocami swej pracy dzielili się z bogami morza, składając ofiary z ryb. Dlatego postanowiła im pomóc. W tym celu użyła swej mocy, zaczarowała wichry morza, by połowy rybaków mogły być obfitsze.
Wraz z boginkami uwodziła je śpiewem o miłości, oddalając je od rybaków, by ci mogli w tym czasie na spokojnym morzu nałowić ryb. To opowiadanie ma jednak tragiczne zakończenie. W Bursztynce zakochał się Perkun, potężny bóg morza i ziemi. Natomiast ona sama pokochała biednego rybaka o imieniu Antoni, Tosiem zwanego. Gdy Perkun oświadczył się pięknej Bursztynce, wyznała, iż prawdziwą miłością darzy młodego rybaka. Wtedy Perkun dał jej 5 dni, by wybrała pomiędzy nim, a rybakiem.Gdy zmierzch zapadał Bursztynka wypłynęła na brzeg morza, rozpaczając nad swym losem. Jej ukochany Tosiek też tam przyszedł, bo robił to codziennie w nadziei, iż spotka tam swoją ukochaną. Bursztynka opowiedziała mu o Perkunie i ujawniła przed nim, iż Perkun zapowiedział zemstę. Kochankowie dokonali zaślubin gorącym pocałunkiem, po czym odpłynęli do pałacu bursztynowego, by przez pięć dni kosztować owoców prawdziwej miłości. Każda z boginek mogła opuścić pałac, ale wszystkie odmówiły, chciały dzielić los ich królowej. „Perkun po upływie pięciu dni dowiedział się całej prawdy o królowej i młodym rybaku i wówczas uderzył potężnym piorunem w podwodny pałac Juraty. Zginęła Jurata, zginął młody rybak i wszystkie boginki morskie. Cały pałac, zbudowany ze złocistego kamienia, rozsypał się w gruzy.”
Pan Antoni nie lubi opowiadać o sobie, podobnie jak jego brat. Miałam wielki problem, by zechciał mi na kilka pytań odpowiedzieć, zabawiając go podczas rozmowy jak zabawia się grzechotką dziecko, by tylko mi nie uciekł. Nie mogłam przy nim notować, bo widok pióra i zeszytu płoszył go najbardziej. – Ja jestem człowiekiem pracy, nie słowa. Wolę zaśpiewać, zagrać na organkach niż opowiadać. Po czym przyłożył organki do ust i ponownie zagrał melodię „Nie wiem, ach nie wiem, co mi się stało, że zakochałem się” – i wziął wiadro do ręki napełnione po brzegi sieciami i powędrował w kierunku morza. Jutro skoro świt, znów wypłyną w morze. On najstarszy rybak w okolicach Jastarni i jego młodszy brat .
Nazwiska nie podaję, na prośbę mojego rozmówcy. – Jestem szarym człowiekiem i takim chcę pozostać – w cieniu, bez fleszy, bez gwiazd. To da się zrobić panie Tosiu, będzie prawie jak w kaszubskiej baśni. Moim rozmówcą był pan Tosiek, rybak z Półwyspu Helskiego, który całe życie czekał na swą Bursztynkę.
27 styczeń
Via dolorosa ________________________ płuca wyplute, rak toczy ciało empatii mało dobowy dyżur odmierza śmierć zgon - zgon - zgon Via D...
-
Książki | Sława Kornacka , wt., 03/22/2011 - 13:58/ Twoje Wiadomości 22 marca 2011 opublikowałam ten esej. Nie wiedziałam wtedy,...
-
Jeszcze mi tego lata ciągle jest za mało za mało deszczu na zboża napadało za mało słońca za mało kwiatów za mało fioletowych krów...
-
nie chciałam być motylem kolorowym by, w pożyczonych skrzydłach latać dla rozrywki, rozbłysnąć jak gwiazda we francuskich operetkac...











