Gorący temperament, pozbawiony sentymentów,
Rozpryskujesz się, płynąc w rozkołysanym czasie.
Wchodzisz we mnie wysoką falą, co porywa,
A ja, rozdygotana, oniemiała z zachwytu.
Dotykasz mnie, jakbym była kruchym rekwizytem,
W ten jesienny wieczór, gdy księżyc światło leje,
Rozlewając chłodny blask po każdym zakątku ciała.
Nie rozpłyń się we mnie, niech ta chwila trwa!
Nim nadejdzie prawdziwy przypływ, ten boski raj miłości,
Nim rozgorzeje ogień, co w nas drzemał skrycie –
Pozwól, byśmy każdą iskierkę w sobie odkryli,
Zanim namiętność całą nas pochłonie, jak życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz