wtorek, 26 lipca 2016

Natura się nie poddaje




inspiracja balladą samotnej onanistki Anne Sexton
w tłumaczeniu Ryszarda Mierzejewskiego


Umarł król niech żyje król
nie ma ciebie, nie ma nas
to co było, co się zdarzyło było piękne
lato było w pełni a księżyc słał swój blask
i kładł się obok nas
moja i twoja namiętność płynęła ze wspólnego źródła
dziś gdy nie ma cię pustka wypełnia się pamięcią
w nocy samotna
oddaję swe ciało na ołtarzu diabelskim
i „poślubiam” z baldachimem łoże
wrażenia kształtuję ręką
palce w zastępstwie
jestem 2w1 ja i on, ja i my
wirtuozeria wyobraźni
uruchamia naszą grę na jedwabnym prześcieradle
pościel delikatnością muska wabiąc do raju
kładziemy się razem do snu
choć spać chodzimy osobno
mając wystarczająco siebie
tulimy głowę do głowy
zatapiamy w sobie usta
czując rozkosz swojego ciała
tam gdzie ty byłeś wypełniam się sama
rozbieram cię w myślach
kładę na morskiej fali twe ciało
rażona jak burzy piorunem 
układam się przy nim i na nim
samotność o nic nie prosi niczego nie obiecuje
ten romans trwa bez twojej wiedzy i wiary
rozścielam łoże wyobraźni
sięgam tam gdzie twój wzrok nie sięga
nie będąc od nikogo zależna
oddaję swe ciało na ołtarzu diabelskim
gdzie przychodzi czarnooka pani
by dać rozgrzeszenie jak dają szatani
szalonym popędom kształtującym
byt istnienia samotnych dni i nocy
by iść w przyszłość przeznaczenia
po drodze podeptanej miłości
gdy wyznałeś mi, że jesteś żonaty
w nocy samotna
oddaję swe ciało na ołtarzu diabelskim
i „poślubiam” z baldachimem łoże
tam gdzie ty razem z nią
rozpinam swą duszę wtedy gdy muszę
tak jak ty rozpinasz jej bluzki
rozpinam swe zmysły nie pytając o zgodę
gdy ty „zdejmujesz buty i gasisz światło”
by wejść w posiadanie nocy
jej oczy pełne kłamstw
gdy dwie istoty oszukują siebie nawzajem
by nasycić się pokarmem
w przeświadczeniu o wyższości bytu
nad uczuciem
w nocy samotna
oddaję swe ciało na ołtarzu diabelskim
i „poślubiam” z baldachimem łoże 
cudzołożąc w wyobraźni 

Sława Korn-Acka 
26.07.2016






poniedziałek, 25 lipca 2016

Przytul mnie do siebie tak blisko




przytul mnie do siebie słowami tak blisko
tak bym poczuła jak twoje serce bije
unieś mnie, unieś mnie go góry myślą
tak bym dosięgła ust twoich jak nieba
i zatonęła poza wymiarem czasu
gdzie nie spadają kartki kalendarza
co się codziennie zdarza
i każda chwila każdy dzień
musi nam wystarczyć za minione lata
nie trać jej
nie bądź już zły, że gram
i w życie z sobą przegrywam
czy trzeba nam ciał, gdy mamy serca?
czy potrzebny nam żar, gdy grzeją nas słowa?
odchodzisz i wracasz
i znów odpływasz ku innym biegunom
gdy kierunek wiatrów się zmienia
bukiet czerwonych maków
rysujesz na mej dłoni
gdy moja skroń jest przy twojej skroni
każda chwila każdy dzień
wypełnia się nami
choć jeszcze tego nie wiesz
przytłoczony ciszy akcentami
i bujną wyobraźnią
która prowadzi czasem w ciemne zaułki
nad którymi wiszą ciężkie chmury
i przegląda historię duszy



Sława Korn-Acka
24.07.2016


sobota, 23 lipca 2016

Jeszcze mi mało tego lata


Jeszcze mi tego lata ciągle jest za mało
za mało deszczu na zboża napadało
za mało słońca
za mało kwiatów
za mało fioletowych krów
rosy
marzeń
ciepłych słów
za mało w plecaku chleba i wina
za cicho przy drodze płakała dziewczyna
za mało szeptów snów nie z tego świata
ach jakże mało było tego lata

Jeszcze mi tego lata wciąż za mało
jeszcze by mi się więcej jego chciało
jeszcze nie przekwitły w duszy wszystkie bzy
jeszcze nie spłynęły z serca wszystkie łzy
jeszcze nie straciła ważności karta pamięci
z zakodowanym „ty”
jeszcze świt wciąż budzi noc
i nadzieja zapala się światłem na przyszłość

Jeszcze mi tego lata ciągle jest za mało
jeszcze by się tego lata chciało
jeszcze nie przybladły wszystkie sny
jeszcze nie zrozumiał nocy świt
jeszcze nie znalazła kochanka leśna sowa
nikt jej nie okłamał nie dotrzymał słowa
nie naprawiona w dachu stara łata
ach jakże mało było tego lata

Zapomnianych słów mowy nadobłocznej
wiaduktów
tuneli
i mostów
stukotu kół po nitkach babiego lata
drogowskazów na rozstajach dróg
spiralnych schodów ginących w mroku
zasnutych grot pajęczynami z obłoków
i pijanego świerszcza smutnego jak łzy
nocnych rozmów z aniołami przez czata
i ciebie też za mało było tego lata 

Sława Korn

piątek, 22 lipca 2016

Separation



inspiracją wiersz "Separacja" Adama Zagajewskiego


Przejęta chwilą nie bez kozery czytam wiersze w sieci
o chamstwie, o cierpieniu, o rozstaniu
chamstwo porażenie słowem
cierpienie początkiem nowego
rozstanie końcem starego
gniew i rozpacz dobry materiał na tragedię
łzy a niekiedy zdławiony śmiech psychologią smutku
gdy chcesz zrozumieć drugiego człowieka

A my? Nie będzie żadnej pieśni, żadnego psalmu
nie będzie nas dzielić światło wiersza
nie oślepi nas żadna metafora
i jedyna płaszczyzna, jaka nam teraz zagraża
to sen, do którego wchodzimy osobno
lecz spotykam tam ciebie i zawsze muszę pamiętać
by nie dotknąć twojego ego ze znakiem ostrzegawczym
ładunek niebezpieczny


Sława Korn- Acka
22.07.2016


Do Zośki


Inspiracja wierszem Juliusza Słowackiego "W pamiętniku Zofii Bobrówny"


Niechaj mnie Zośka o wiersze nie prosi
Bo kiedy Zośka do chłopców się zwróci
To każdy chłopak powie wierszem Zosi
I też kołysankę do snu zanuci
Nim wiek przeminie i przekwitną lata
Kochaj, puste życie to wielka strata

W miłości też świat ma barwy czerwone
Kwiaty i gwiazdy będą z tobą gadać
Ptaki będą śpiewać zadowolone
Poeci wiersze w darze Zosi składać
Wiem, bo gdzie Piedrwy srebrne fale płyną
Byłam ja kiedyś jak Zośka dzieciną

Dzisiaj mam inny ogląd tego świata
I los mnie dalej w życie pędem goni
Przy Zosi jest więcej wiosny i lata
Do mnie tylko głucha cisza dzwoni
Chyba odmłodnieć mi potrzeba
Napisałam już długi list do nieba


Sława Korn-Acka
22.07.2016 
obraz z sieci




czwartek, 21 lipca 2016

Wiosną



wiosną – wśród szmeru kwiatów
myśleniem słuchali szmeru nauk
jej pierwszy powiew pili haustem jak życie

twarze malowali jej barwami
a potem w powietrzu błękicie
wznosili się do gwiazd

igrając z żółtym liściem jesieni
w pogoni za tęsknotą dziką i ulotną
dzieci miłości wszechczasów


Sława Korn_Acka 
21.07.2016
obraz z sieci 

Myślą...


myślą sięgam twoich ramion
choć nie wiem gdzie są
może zimy czekają a może lata
albo obejmą mnie majem


łąki zielone przed nami
całe kwiatem pokryte kolorowe
a my w smudze tęczy
wieczór otworzył marzeń bramy

pachniesz obłędnie sasankami
i unosisz mnie w górę do gwiazd
płoną uczucia wzajemne
aż zarumieniły się jabłonie

myśl jak człowiek
różnym życiem rozkwita
w kwiecie skrzydeł dostaje
w miłości światłem się staje


Sława Korn-Acka
20.06.2016

środa, 20 lipca 2016

To były piękne dni

Na wyciągnięcie myśli



dotyk myśli jak rąk

dotyk słów jak ust


otulały nas, rozbierały

pieściły, usypiały

poruszając struny serca


więc co się dzisiaj stało?

że tak nagle namiętność znikła

a tęsknota odeszła


powoli zapominamy siebie

jednocześnie pamiętając, bo przecież

nie da się zapomnieć tego co unosiło

nas do gwiazd i porażało szczęściem chwili



Gloria S. Korn-acka
20.07.2016




Tom Baker

poniedziałek, 18 lipca 2016

Niepokój


inspiracją wiersz K. Lufta ( mimo wszystko pozdrawiam Pana serdecznie:) )

Wołanie, przetrwanie
Przetrwanie i rozwój
Jak wczoraj, jak niegdyś
Przetrwanie i znów
Ty ze mną ja z tobą
Złożymy nasz ślub
Przed ludźmi przed sobą
A hasłem nasz KOD
Wciąż głodni jak wilcy
Wołamy o byt
Wciąż szybciej do przodu
Do przodu i skok
Po władzę za tydzień
Za miesiąc, za rok
Spokojnie, gwałtownie
I w nocy i w dzień
Choć chłodno i głodno
I ciemny ich lud 
To mury ich runą
Pogrzebią ich świat
Wzniesiemy pieśń
Nasz elitarny śpiew 
Na trzeźwo we mgle
Na jawie we śnie 
I w słońcu i w deszczu
I z wiatrem pod wiatr
I w ciszy i w krzyku
I latem gdy upał
I zimą gdy lód

Za oknami śnieg
W sercach ludzi mróz
Nie zagrozi nam społeczny bunt
Bo nasz cień będzie dłuższy niż ich krok

Sława Korn-Acka
18.07.2016
obraz "czerwony koń" Wiesław Jurkowski 










niedziela, 17 lipca 2016

Sprawiedliwość


sędziowie mają swoich sędziów
prokuratorzy mają swoich prokuratorów
Trybunał Konstytucyjny
ma Andrzeja Rzeplińskiego
sprawiedliwość ma swoich apostołów i męczenników
Ci pierwsi stawiają się ponad prawem
Ci drudzy lądują za kratkami
za winy nieosądzone bogatych

 
Sława Korn-Acka
16.07.2016 


 

Szkoda


ku pamięci A. Asnyka



Szkoda kwiatów, które więdną
bez wody
Szkoda ich barw ich cudnej
urody
Szkoda pereł, których toń morza nie
odsłoni
Szkoda uczuć, które czas
trwoni
Szkoda marzeń, co się ze świtem
rozproszą
Szkoda pieszczot, które nie pokryją ust
rozkoszą
Szkoda pragnień, które przekwitają
jesienią
Szkoda skarbów, które dobrem się nie
mienią
Szkoda ofiar, które pochłonął bezsens
wojny
Szkoda kraju, który niszczy krąg
mafijny
Szkoda muzyki, której nikt nie
słucha
Szkoda ciszy, która jest
głucha
Szkoda męstwa, którego zabrakło
do starcia
I serc szkoda, które nie mają w nikim
oparcia

Sława Korn-Acka
17.07.2016 


Andre Kohn

sobota, 16 lipca 2016

Miłość i sen, zazdrość i zdrada


Egzamin z niebytu


Budzisz się w raju, co nie ma adresu,
gdzie włosy i usta – to mapy rozkoszy.
Naga, bezbronna, u kresu bezkresu,
nim świt tę namiętność bezgłośnie rozproszy.

Lecz zaraz ten drugi, ten cierpki sen dzwoni,
że raj ma już inny, że inna go trzyma.
I lęk, co jak bandyta w Twym sercu się chroni,
zamraża te dreszcze zimnymi oczyma.

Nigdy cię nie było – krzyczysz w pustą stronę,
i to jest Twój wyrok, i Twoja ostoja.
Bo łatwiej jest wierzyć w sny niespełnione,
niż w to, że ta miłość... mogłaby być Twoja.




16.07.2016
Gloria O   (Sława Kornacka) 





piątek, 15 lipca 2016

Próba zazdrości



Dlaczego mój miły, kiedy rozmawiam z tobą
dusza ma płacze, a serce bije
jakby ci w mordę strzelić chciało
bo nie może cię kochać jakby chciało

To co nas połączyło nazywałeś miłością
szaloną i niezgłębioną
jak dno oceanów i mórz
lecz dziś jesteś z nią, zaledwie kałużą

Jak ci się żyje bez miłości
z tą co się wokół ciebie krząta
lecz nie porwie cię do szaleństwa
"święte jadło? święty spokój?"

Nigdy wnętrza wstyd nie dotknął?
że żyjesz w podwójnej moralności 
i udajesz męża w dzień
w nocy nie chcesz jej dotknąć?

Wszystko jasne jak słońce
na niebie- wiem to
że miłość musi skonać
by dać miejsca trywialności 

Rany wiecznej nie zagoisz
nie uciszysz myśli jutro
gdy wypijesz piwo – trzeźwość
nie ochroni granic przyzwoitości

Tak jak czas nie ochroni cię
też przed bezdomnością
to chowanie głowy w piasek
że, ona daje ci dach nad głową

Wystarczy zanurzyć się w myśli
głębiej, ale takie myśli bolą
wolisz horyzont pustką wypełniony
moje słowa chłostą?

Nie tłumacz się mój biedaku
nigdy nie będę tobą jak ty mną
odbiję się od brzegu
byś z oczu mi zginął

Niech wypełni się przeznaczenie
niech runą mury miłości
byłeś nią urzeczony
dzisiaj z inną spokojny 

Sława Gloria Kornacka  
17.07.2016



Nie wierzę w miłość



O miłości! Tyle Ci wierszy poświęcam
a dziś wyznam mój grzech największy
nie wierzę w ciebie
nie wierzę w miłość
jesteś przekupna
zdradliwa
egoistyczna
upiorna
i nie dlatego, że nikt mnie nie kochał
wielu, mówiło że nawet bardzo
ale cóż mi po wielu
gdy czekałam na jednego
dziś smutek za mną drepta
ból przenika wnętrze
oczy łzawią, dusza łka
serce nieustannie bije
gdy na myśli cię ma
więc wierzyć mam
by rozpaczać więcej?
jest już późno
za późno, by ślub z tobą brać
dziesięć po dwudziestej trzeciej
za chwilę ostatni autobus
odjeżdża
nawet nie czuję się nieszczęśliwa
bo, noszę cię w sobie
taką o jakiej marzyłam



Sława Korn-Acka
15.07.2016



Czekając na sen




Chłodna noc, całe miasto tonie we śnie
a ja nie, siedzę w fotelu na balkonie
niebo spowite ciemnymi chmurami
zbiera się na burzę
błyski pioruna rozświetlają kolejne błyski
i tylko szmer liści zdradza, że wiatr
zalicza szybki numerek
je przenika i za chwilę znika
gdy tak za nim patrzyłam
on dmuchnął mi w twarz
i przeleciał ponad moją głową
targając myśli spokojne
nocne stosunki wietrzne
są odwieczne – westchnęłam
i zamknęłam oczy
i miałam sen proroczy
w którym przysięgałeś mi
że nie zostawisz mnie
i tej nocy zjawisz się jak ten wiatr


12.07.2016 




czwartek, 14 lipca 2016

Ballady i romanse: zdradliwe serce


    - Wciąż kocham te bezsenne noce. Wspominam i w sercu mam.

    - Flirtowaliśmy z gwiazdami. Życie wzięło odwet.

    - Przepraszam.

    - Nie fatyguj się, masz swoją gwiazdę i ciepły kąt jak u mamy.

    - Przecież wiesz...

    - Wiem, że nic nie wiem. A niebo jest wciąż rozgwieżdżone. Szukam swojej gwiazdy, tej prawdziwej. Kosmos uwodzi przepięknie, ale jest też zdradliwy. Pewnie dlatego, że jest mężczyzną.

    - Jesteś jak ta wielka niedźwiedzica. Potrafisz czarować światłem miłości i ranić słowem.

    - Zraniony niedźwiedź - chcesz powiedzieć?

    - Tak jakby.

    - Nie, nie jestem zraniona. To nasza wspólna klęska, Twoja i moja. Coś zyskałeś, ale coś straciłeś bezpowrotnie. Znasz to z autopsji przecież.

    - Źle wyszło.

    - Choć przyszłość jest na naszych dłoniach, Ty wziąłeś ją w swoje ręce.  Pójdę do wróżki może odczyta drogę po której będę szła?

    - Przecież, nie chcesz nic zmieniać w swoim życiu...

    - Tragiczny lub szczęśliwy los panuje nad nami także w odniesieniu do naszych decyzji. A czas jest lekiem na całe zło.

    - Tylko jakim kosztem?

    - Oj, proszę. Jakim zyskiem może?

    - Znów jesteś złośliwa. Nie "bądź - proszę cię na rozstań moście."

    - Miłość to nie tylko słodycz ust lecz także ból i dobrowolne rozstanie, gdy miłość się tego domaga. A kiedy jest ból jest też złość.

    - Będziemy szli samotnie po drogach wydeptując swoje ścieżki przeznaczenia? Nie jest to zbyt radosna przyszłość.

-   No, cóż... Butelka po piwie nie pachnie niezapominajkami. A nawet najlepszy alkohol, będzie jak wąż kąsał znienacka. A może znajdziemy gdzieś swoje wyzwanie? 

  






























wtorek, 12 lipca 2016

Majowa miłość



"Trzeba kochać po majowemu,
Jak najgłupiej i jak najprościej"
Tak po cygańsku
Nie wiesz? Że maj najpiękniej
W serce wrasta
Które cieszy się na każdą
Czułą głupotę
I kocha dla samej miłości
Nawet w samotności
Biegnie do szczęścia
I gra w zielone
Zaplątane w liściach drzew

Cudnej pani wiosny
Wtedy nawet trudy życia
Niestraszne
I duch w tobie rodosny
Gdy nagle z czerwcem... ginie 

Robi się smutnie
Nie wiedząc czemu
Płacze bez...


Sława Korn-Acka
2.07.2016

Tristan i Izolda/wikipedia

Niezapominajki


jasne niebo nad nami
a ty śpisz... ukochany
w ramionach innej zakochany
powietrze masuje moje struny
napięte żaru mocą
wiatr chłodzi umysłu temperatury
jest pięknie
kwiaty nabrały nocą kolorów
pełne uroków i błękitu niezapominajki
wołają, by o nich nie zapominano
gdy przekwitną
a uczucia przeminą z wiatrem

Sława Korn-Acka
4.07.2016

Ukojenie


Jesteś światłem kiedy w duszy
ciemność zapada
i noc do snu mnie układa
Jesteś ukojeniem
moich ran
gdy serce z krwią odpływa
Jesteś przy mnie
nawet jeśli cię nie ma
otulasz mnie ciepłem lipca
Bosa i naga idę każdą noc
do ciebie i wtulam się
by świat zawirował i zwariował
Mogę tak iść i iść do ciebie
po tafli głębokiej wody
nawet jeśli utonę i zgubię siebie

Sława Korn-Acka
8.07.2016

obraz z Sieci

pijana to była noc


noc czułości bez granic
i była to noc wyjątkowa
spragnieni uczuć
pocałunków
pięknych słów
namiętnych gestów
tuląc się w słowa kocham
szeptem wypowiadane
spijaliśmy z ust całe pożądanie
rozbierając siebie nawet z nagości
by poczuć upojny szałów trunek
bez względu na skutek, bo przecież
każda noc kończy się przebudzeniem

12.07.2016
Sława Gloria Kornacka






Filip Ćwik

niedziela, 1 maja 2016

Spalaj życie



Spalaj życie, jeśli trzeba, ale czy nie byłoby lepiej
je tworzyć - namalować obraz lub napisać list
upiec ciasto, lub zasadzić zboże
zastanowić się nad różnicą między chcą i potrzebują!
Spalaj życie, jeśli musisz, ale czasu nie ma wiele
masz tyle rzek do przepłynięcia i gór do wspinania
muzyki do słuchania i książek do przeczytania
przyjaciół do zabawy i życia do odkrycia
Spalaj życie, jeśli musisz, ale gdzieś tam na świecie
słońcem jest w twoich oczach, wiatrem we włosach
trzepotaniem śniegu w potoku z deszczem
ten dzień się nie powtórzy
Spalaj życie, jeśli trzeba, ale pamiętaj
starość szybko nadchodzi i nie jest miła
odejdziesz, bo będziesz musiał odejść
będziesz już tylko pyłem na gruzach tego co spaliłeś

Rose Milligan tłumaczenie Sława Korn-Acka

sobota, 30 kwietnia 2016

Gdzie Ty jesteś, tam ja jestem




Czy wiesz co to za rozkosz, gdy przychodzisz do mnie naga
a ja ci podaję me usta drżące i ofiarne
nim ciało twe ogarnę
nim fala pieszczot popłynie
przez twoje nagie piersi
twój brzuch, twoje łono
nim rozleję po tobie czerwone wino
i łakomie je wypiję
po tym rozkochaniu przykryję cię sobą
w pożądaniu ubiorę 

byś pamiętała jak bardzo
cię kocham
gdy czekam zazdrośnie
i tęsknię
byś była tylko moją




Sława Kornacka
30.04.2016


wtorek, 22 marca 2016

Tadeusz Różewicz - Krzyk Milczenia...

22 marca 2011 opublikowałam ten esej. Nie wiedziałam wtedy, że przyjdzie mi ponowić tę publikację w tak smutnej chwili. Nie ma już pośród nas poety największego spośród wielkich. Świat skurczył się o kolejne ludzkie istnienie. To co pozostało po Nim, to twórczość, której był wierny do ostatnich chwil.. Oddajmy się jej zatem - delektując chwilę smutną z podaną duchową potrawą.

Poezja Różewicza niewątpliwie wyraża tragizm jednostki, osamotnionej i zagubionej w świecie,  świecie wyniszczonym przez wojny i zdominowanym przez widmo masowej śmierci, przez okrucieństwa, obojętności oraz cywilizacyjnego uniformizmu. Jest to twórczość na której swoje piętno zostawiła wojna z jej całym okrucieństwem i zmory śmierci - czyhającej za każdym drzewem, za każdym wegłem.

Tadeusz Różewicz ur. w 1921 r. polski poeta, dramaturg, prozaik i scenarzysta Jest twórcą wielu pokoleń.  W pisarstwie  Tadeusza Różewicza zauważa się nowoczesną tendencję do mieszania i jakby "podmieniania" gatunków. Nigdy nie wiadomo czy biorąc do ręki dramat, nie natkniemy się na wiersz, nowelę lub opowiadanie i na odwrót. A przecież nazywany jest poetą, bo tak nazywa się z zasady pisarzy, którzy piszą  też wiersze. Poezja jest, królową literatury. Z tych powodów zatrzymajmy się przy poezji T. Różewicza, by spojrzeć okiem czytelnika jak pisał, jakie tworzył wiersze i w jaki świat wprowadzał swojego bohatera. Dariusz Tomasz Lebioda w poezji Różewicza wyróżnia trzy kategorie znaczeń: - TRAUMĘ - PUSTKĘ i FANTOM.   Ja dodałabym MILCZENIE. I od tego zacznę mój wywód.

1. MILCZENIE-
jest ważne w twórczości Różewicza. W wierszu "Nazywam milczeniem" Różewicz  stara się nas przekonać do tego, że  człowiek wojny, ten który widział zagładę nie może mówić. Taki człowiek może tylko milczeć. Oto fragment wiersza: - Nienazwane mogę nazwać słowem/ mogę nazwać ojczyzną/ miłością złotem różą/ mogę wołać albo milczeć.
Czy jednak Różewicz jako poeta ma wyjście, by nie mówić? Jako poeta musi mówić. I musi głosić milczenie. Niby paradoks , ale jednak w literaturze jest możliwy do pogodzenia. Milczeć i mówić, a nawet wołać o milczeniu można jedynie w literaturze.  Literatura i poezja uwalnia człowieka od ciężaru sprzeczności i paradoksów z którymi mamy do czynienia w życiu.

2. TRAUMA 
- greckie słowo trauma oznacza ranę. Traumatologia w medycynie  zajmuje się urazami mechanicznymi. Wg psychologii  traúma jest gwałtownym wzruszeniem, powodującym trwałą zmianę w psychice. U Różewicza wszystkie te sensy występują jednocześnie. W wierszu - "Opowiadanie traumatyczne”  mówi o tym jak czas uszkadza ludzkie ciało i niszczy to, co przez lata było pielęgnowane, wzmacniane, odżywiane. Ale jednocześnie odnosi się do psychologicznej strony traumy wskazując na głęboki uraz jaki powstaje w psychice człowieka pod wpływem tragicznych doświadczeń. W jego wierszu bolesne przeżycia są jakby filtrem, który przepuszcza do świadomości człowieka jedynie obrazy pełne cierpienia i  bólu – tworząc wyobrażenia traumatyczne.
Bohater jego wiersza wydobywa się z nicości. Obgryzając paznokcie  - dotyka warg. Na początku wiersza nie wiemy jeszcze czy jest to kobieta, czy mężczyna. Byt, który nie ma płci. Nie pachnie. Nie śmierdzi. Nie ma kolorów i barw. Nie ma przymiotników. Nie ma znaczników przestrzeni i czasu. Nie istnieje jego świat.   /ogryzając paznokcie/ dotyka warg/
 W kolejnych zwrotkach autor odsłania nieco więcej i więcej. Wprowadza czas i miejsce. Czas - „dziesięć lat temu”. Miejsce – to gród podwawelski, ale nie dookreśla od jakiej chwili ten czas należy liczyć i nie wskazuje miasta i miejsca grodu. -„Miasto to jest brudne, ciemne i powoli rozjaśnia się „w świetle” zaczętego przed dziesięciu laty uśmiechu. Jednak i tutaj wszechobecna jest pustka. Nie ma wyraźnych wskazań topograficznych, nie ma budowli, Wisły, nie ma miejsc znaczących, jest jakby tylko fantom miasta i fantom przestrzeni. Jest to fantom z pamięci i wyobraźni  poety, bo tylko w nich uśmiech może oświetlać miasto, tylko w nich stany emocjonalne mogą wpływać na kształt kreowanej struktury.” ( D.T.Lebioda)
Jednak na tym nie koniec. Wiersz trwa dalej i nagle błyskawica uderza w niebo i rozświetla kolejne elementy otaczającej przestrzeni. - „Dzięki temu uderzeniu i nagłemu rozświetleniu pojawiły się kolejne elementy krakowskiej przestrzeni; rzeka, wieże, wzgórze. Rzeka nabrała cech istoty żywej i została oślepiona, w tej samej też chwili wydobyte zostały z pustki cechy wzgórza i wież. Pojawiła się pierwsza barwa – szmaragdowa, i pierwszy konkretny element materialny – kreda. Odsłoniła się też topografia miejsca wyraźnie nakładająca się na topografię wzgórza wawelskiego, leżącego nad brzegiem Wisły i zbudowanego ze skał kredowych. Różewicz uchwycił tu znakomicie ów moment rozbłysku i przygaśnięcia na ułamek sekundy całej rzeczywistości, uchwycił nieuchwytny cień i „dopasował” go do kreowanej krainy, posłużył się też nim, by pokazać jak funkcjonuje świadomość – między uśmiechem/ i spojrzeniem/ między ustami/ i oczami." ( D.T.Lebioda).
Kolejne elementy rzeczywistości poeta odsłania stopniowo. Widzi je w chwilach rozświetlających się fleszy i światła błyskawic. Oto bowiem - "obok poety jest ktoś jeszcze. Na razie wiemy tylko, że ma włosy związane chustką i że uśmiecha się." Puenta utworu ujawnia, że to kobieta , która przychodzi do poety z ciemnej strony świata, jest bytem i niebytem zarazem, istnieje i nie istnieje. To miejsce, w którym ona bytuje, a on wkracza - to koszmarny sen. To wspomnienia poety, które budzą w nim trwogę i lęk.

3. PUSTKA -
w świecie poezji Różewicza nie ma nadziei, nie ma sensu. Jest tylko bezruch, pustka, która wypełnia człowieka od środka, który istnieje i nie istnieje zarazem. Bunt nie ma sensu, Uciekać nie po co i nie ma dokąd.  Ten  kierunek w poezji Różwicza najlepiej określa wiersz „Przesypywanie”
W wierszu tym, autor: - „zderzył wzniosłość i kicz, wielkość i bylejakość, sacrum i profanum. Jednocześnie zawarł w tym utworze swoje przemyślenia na temat rzeczy materialnych, na temat życia i przedmiotów, którymi człowiek pragnie się otaczać. Utwór traktuje o nieuchronnym, ciągle burzącym wszelkie struktury upływie czasu. Poeta przywołuje w rozległej metaforze istnienia obraz klepsydry, w której niby ziarenka piasku przesypuje się ludzka egzystencja: Ten szelest/ przesypywanie się życia/ ze świata pełnego rzeczy/ do śmierci.
Człowiek nigdy nie zatrzyma upływu czasu, nigdy nie ucieknie od tego spadania cząstek, nigdy też nie zrozumie do końca pustki, w którą spada jego byt. Życie, to tylko ten moment, kiedy ziarenka piasku zostały uruchomione i nieuchronnie przesuwają się w dół, ku innej przestrzeni.
Dopiero jakaś niewyobrażalna siła – przestawiając klepsydrę – może odwrócić tę sytuację. Choć wtedy będzie to takie samo spadanie i taka sama nieuchronność, taka sama szybkość. Różewicz nie pozostawia czytelnikowi cienia nadziei – istnienie jest chwilą, właściwie bezsensowną i nie wiadomo dlaczego się przydarzającą. Może tylko dlatego, żeby odmierzyć jakąś cząstkę czasu dla innego, niewyobrażalnego i niewypowiedzianie innego istnienia."( (D.T.Lebioda)

4. FANTOM -
Świat w poezji Różewicza jest bytem chwilowym. Życie i pobyt na tym świecie poeta postrzega i przyrównuje do doświadczenia egzystencji  drobnych ulotnych faktów zarejestrowanych w świadomości fantomów zdarzeń. Ten kierunek w poezji znamionuje wiersz „Białe jak kreda” . W wierszu tym poeta porównuje do kredy cienie przyjaciół. „Cienie przyjaciół/ białe jak kreda/ twarze zatarte/ rozmazane.” I w tym wierszu jak w całej poezji Różewicza czytelnik na początku dostaje niewiele  informacji. 
Różewicz tworzy w tym wierszu postaci zdeformowane przez płynący czas i życie, postaci kalekie jakby wyrwane „ wszechobecnej śmierci” . Jego świat jest bytem przemijącym  i chwilowym. - „Wzniosłość sąsiaduje z przyziemnością, dziecinne gesty z eschatologią, skrawki obrazów z szerszymi panoramami pośmiertnymi:  śmiech pensjonarek/ czapka z daszkiem/ umajona z fatałaszkiem/ imiona/ gra w zielone/ czarne krzyże/ pierwsze miłości/ pogrzebane."(D.T.Lebioda) 

Różewicz jest poetą fantomów, poetą wszechogarniającego nieistnienia... wiecznego niebytu... Jego wiersze opanowała śmierć, która dopada nas w każdym momencie i prowadzi w wieczną otchłań. Egzystencja i życie jest tak naparawdę domeną śmierci, w której trwa proces umierania ...... ogarnia nas nicość , która ma wszystkie czasy – przeszły, obecny i przyszły.

PODSUMOWANIE

Poezja Różewicza niewątpliwie wyraża tragizm jednostki, osamotnionej i zagubionej w świecie,  świecie wyniszczonym przez wojny i zdominowanym przez widmo masowej śmierci, przez okrucieństwa, obojętności oraz cywilizacyjnego uniformizmu. Jest to twórczość na której swoje piętno zostawiła wojna z jej całym okrucieństwem i zmory śmierci - czyhającej za każdym drzewem, za każdym węgłem.  Wojna okalecza i poraża zwłaszcza wrażliwy organizm i zostawia piętno po wsze czasy. Bohater jego wierszy –  stoi nad przepaścią dziś i jutra, żyje w przestrzeni opanowanej chaosem, który jest odbiciem bytu, jego cieniem i lustrem, jego przeszłością i przyszłością zarazem.
TRAUMA, PUSTKA I FANTOM PRZYGNIECIONE KRZYKIEM MILCZENIA  znamionują poezję Różewicza.

źródło:
Dariusz Tomasz Lebioda
Tadeusz Różewicz trzykrotnie
TRAÚMA – PUSTKA – FANTOM
_____________________________________________________
Przesypywanie, Tadeusz Różewicz

Ten szelest

przesypywanie się życia
ze świata pełnego rzeczy
do śmierci

to przeze mnie
jak przez dziurę
w rzeczywistości
przeciska się ten świat
na tamten świat

domyślam do końca
ten którego
szukałem na górze
czeka na dole

w norze
przemienienie

gnuśne porykiwanie
trąb ugniecionych
z makulatury
skręconych
z gazet

z martwych wstawanie
w roztargnieniu
daremne

OPOWIADANIE TRAUMATYCZNE
ogryzając paznokcie
dotyka warg
uśmiech zaczęty nieśmiało
przed dziesięciu laty
rozjaśnił powoli
brudniejący
ciemny gród
podwawelski
błyskawica
uderzyła w niebo
oślepiła rzekę
obrysowała
szmaragdowe wieże
na kredowym wzgórzu
niepochwytny cień
między uśmiechem
i spojrzeniem
między ustami
i oczami
na mgnienie
przymknionymi
włosy zebrane
w chusteczkę
spłoszony uśmiech
przysiada na ścianach twarzach
oknie
siedzimy
jakby nagle zgasło światło
mówię po omacku
jestem podejrzliwy
w stosunku do jej słów
ona była po ciemnej stronie
którą ja nawiedzam we śnie
budzę się przestraszony
jej twarz kurczy się
marszczy wysycha
resztka czułości


zbiera się dookoła
muszli
małego bezbronnego ucha
wygryziona szpara
ust
jej twarz rozpada się
w moich dłoniach



Tadeusz Różewicz (ur. 9 października 1921 r.  w Radomsku, zm. 24 kwietnia 2014 r. we Wrocławiu w wieku 93 lat. We wtorek tj. 29.04. 2014 został pochowany na cmentarzu ewangelickim w Karpaczu, przy drewnianym kościele Wang, pochodzącym z przełomu XII i XIII w. Urnę z prochami poety złożono obok grobu Henryka Tomaszewskiego – twórcy wrocławskiego Teatru Pantomimy. Poniżej ostatnia wola poety.

 Moja ostatnia wola i prośba,
 jest moim pragnieniem, aby urna z moimi prochami została pogrzebana na cmentarzu ewangelicko – augsburskim przy kościele Wang w Karpaczu Górnym. Proszę też miejscowego proboszcza, aby wspólnie z księdzem Kościoła rzymsko – katolickiego (którego jestem członkiem przez chrzest św. i bierzmowanie), odmówił odpowiednie modlitwy. Pragnę być pochowany w ziemi, która stała się bliska mojemu sercu, tak jak ziemia, gdzie się urodziłem. Może przyczyni się to do dobrego współżycia tych dwóch rozdzielonych wyznań i zbliży do siebie kultury i narody, które żyły i żyją na tych ziemiach. Może spełni się marzenie poety, który przepowiadał, że “Wszyscy ludzie będą braćmi”. Amen
Tadeusz Różewicz

niedziela, 21 lutego 2016

Improwizacja






trzeba wziąć na siebie cały ciężar świata
i uczynić go lekkim, znośnym.
Zarzucić go sobie na ramiona
tak jak plecak i ruszyć w drogę.
Adam Zagajewski


 Czyż wolno człowiekowi skarżyć się na losy swoje?
niedoli te skargi nie pomogą
trzeba wziąć na siebie cały ciężar życia
wrzucić go na plecy jak bagaż podróżny i iść jego drogą
by, podziwiać uroki natury jak turysta
by, ulżyć sobie nieco – najlepiej, gdy świat się zazieleni
a wokół pachnie majem
wtedy drzewa i kwiaty emitują czyste powietrze
i nocą księżyc wskazuje drogę po której będziemy iść
a co z cierpieniem? co z okrucieństwem? co z brzydotą?

zawsze będę wchłaniać kubkami smaków gorycz i rozpacz
starej kobiety złamanej życiem z twarzą porysowaną
jego pazurem,tę którą spotykam niemal co dzień na ulicy
ją też mam podziwiać?
i tę pochyloną nad grobem,
zrytą do cna bólem ziemi
tę co bandyta zasztyletował jej jedynego syna
gdy wracał do domu nocą?
mam konfabulować?
przecież uniesienie to stan wyobraźni, które
pojawia się chwilami, gdy coś nas fascynuje
improwizacja mała czy wielka to nic innego jak
melorecytacja wyciskająca łzy
to czysta kartka, na której popełniasz dzieło sztuki
przy którym zadrży nawet serce kata
czy też chwila ekstazy, gdy uciekając przed smutkiem
zaczynamy czytać ulubiony wiersz
najczęściej wtedy coś nam przerywa
a to zadzwoni telefon, a w słuchawce głos
proponuje nam zestaw emaliowanych garnków
a my przez zaciśnięte zęby – mówimy - nie, dziękuję
a to bezdomny, który zapuka do drzwi
dopada nas szarość i monotonia
dopełnia ją żałoba
spadamy w ciemny dół
i nawet najpiękniejsza muzyka przestworzy
nie jest w stanie wyrwać nas z tej apatii
nasza dusza zaczyna chorować po czym
z nadejściem wiosny ożywia się jak cała przyroda
jak błękit morskich fal, gdy pokryte białymi bałwanami
uderzają o brzeg plaży mokre ze szczęścia
a szum ich daje przepiękny koncert
więc może nasze życie ma swój cykl?
i wszystkie stany ducha mieszają się w nim
i nachodzą na siebie nawzajem jak te fale morza
tylko my nie wiemy tego... ?


Warszawa, 2015









środa, 10 lutego 2016

Czarny motyl


rzeźba Antoniego Pleszowskiego


Ten wieczór, miał być taki jak inne 
a wgryzł się na zawsze w pamięci 
nawet cicho niebieski dzwonek
nie zapowiadał rozstania 
dlaczego teraz, gdy jest tak wcześnie 
dlaczego w takiej chwili
gdy, myśl jest palona 
jak piaski pustyni wewnętrzną pożogą 
miałam cichą nadzieję 
że dobry Bóg pomaluje świat kolorem zieleni 
ziemia ubierze się w nowe szaty 
a, wokół rozkwitną kwiaty 
a, my sobą ożywieni 
naszymi wiosnami i odcieniami zieleni
a zamiast tego ktoś z nieba gwiazdę wyrwał 
i zdusił naraz wszystko jak niedopałek papierosa  
Świat zapadł nagle i zatonął we mgle 
tę drogę przez wiatr targaną, tragiczną 
drogą zdarzeń co spada jak kamień musisz iść 
łka wiatr i echo powtarza sentencje zdarzeń 
noc zatacza coraz szersze kręgi dając idealne ciemno 
i wielka cisza wsłuchuje się w swój ból dając podkład
muzyczny jakby mroczny refren wiecznej pustki 
zbierasz okruchy życia jak święte hostie 
i wkładasz do czarnych pudełek z kartonu 
i chowasz w sercu to co najdroższe 
i wciąż trwa zima choć to przecież już maj 
i księżyc stracił swój blask 
i tylko myśli wciąż gorące 
szukają ostudy w świecie aniołów

Spotykam mężczyzn zaklętych w zastygłe 
formuły 
nie patrząc nań strofą bez-namiętną 
zamieram w pustym bezruchu 
jak marmurowy posąg wykuty z kamienia smutku
otwieram okno, by nabrać powietrza 
wtem motyl nocny wzlatuje ponad głowę
tak jakby chciał coś powiedzieć 
lecz zadrżał i spadł 
z dziesiątego piętra w dół

… i było mi smutno i nadal jest, bo życie jest bardziej czarne niż zielone...
i tylko czas kolorami gra, Bóg nie bawi się w zielone...

 
- w hołdzie jedynemu -

 
 

Dzieci Aniołki

Święto Dziecka — nie dla Was, Dla Was Pierwszy Listopada czeka. Bo dzisiaj łzy nie powinny płynąć, Tylko matka i ojciec pamiętają. Że...