niedoli te skargi nie pomogą
trzeba wziąć na siebie cały ciężar życia
wrzucić go na plecy jak bagaż podróżny i iść jego drogą
by, podziwiać uroki natury jak turysta
by, ulżyć sobie nieco – najlepiej, gdy świat się zazieleni
a wokół pachnie majem
wtedy drzewa i kwiaty emitują czyste powietrze
i nocą księżyc wskazuje drogę po której będziemy iść
starej kobiety złamanej życiem z twarzą porysowaną
jego pazurem,tę którą spotykam niemal co dzień na ulicy
ją też mam podziwiać?
i tę pochyloną nad grobem, zrytą do cna bólem ziemi
pojawia się chwilami, gdy coś nas fascynuje
improwizacja mała czy wielka to nic innego jak
melorecytacja wyciskająca łzy
to czysta kartka, na której popełniasz dzieło sztuki
przy którym zadrży nawet serce kata
czy też chwila ekstazy, gdy uciekając przed smutkiem
zaczynamy czytać ulubiony wiersz
najczęściej wtedy coś nam przerywa
a to zadzwoni telefon, a w słuchawce głos
a my przez zaciśnięte zęby – mówimy - nie, dziękuję
a to bezdomny, który zapuka do drzwi
dopełnia ją żałoba
spadamy w ciemny dół
nie jest w stanie wyrwać nas z tej apatii
nasza dusza zaczyna chorować po czym
z nadejściem wiosny ożywia się jak cała przyroda
jak błękit morskich fal, gdy pokryte białymi bałwanami
uderzają o brzeg plaży mokre ze szczęścia
a szum ich daje przepiękny koncert
więc może nasze życie ma swój cykl?
i wszystkie stany ducha mieszają się w nim
i nachodzą na siebie nawzajem jak te fale morza
tylko my nie wiemy tego... ?





