Bez pożegnań, bez zgiełku. Bez słów.
Jedynie księżyc wyszeptał rozstanie,
odwracając tafle w szklanym lustrze snów
– tej nocy utkanej z chłodnego cienia.
Świat osunął się spod stóp, pionowo, w otchłań.
Zastygła martwa cisza, wyczekując sekundy,
gdy w mroku, od myśli do myśli, bez tchu uciekam.
Witraż miasta — czerń wtopiona w szyby,
jakby ostatnia gwiazda pękła na niebie,
cieknąc iskrami w labirynt samotności.
Rankiem szare ptaki osiądą na parapecie.
Niespłoszone, dotkną wzrokiem dziewczyny,
która cały swój żywy świat zamknęła za drzwiami.
(25.05.2016)
Gloria O
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz