W
księżycowym śnie, w noc gniewną
moje serce rwie się na
strzępy.
Znów piekło zaczyna się nade mną,
wracają
chłopców chóralne zastępy.
Wciąż widzę i widzę ich
blade twarze,
nie mogę, nie umiem o nich zapomnieć.
Cząstką
ich czasu, ich życiem żyję,
jak wilk stepowy za nimi
wyję.
Ten spektakl to nie „eureka”,
to zimny nóż
na gardle człowieka.
To wielkie podniebne
przestrzenie,
strzelają ludzie – a zabijają cienie.
Świat
pełen jest tragicznych ról,
za kotarami krew, a w sercach
ból.
Na twarzach maska i żałoba,
i to mi się wcale, a
wcale nie podoba!
Jak rosną piorunem nawałnic,
jak
w wichry wojen się zbroją.
W nich giną ludzie, a grają
cienie,
i gra z nimi śmierć – o każde istnienie.
Ja
jestem tej gry aż nazbyt świadomy,
zabijam w sobie nie tylko
gniew.
Ta sztuka we mnie, jest wojną moją,
i wciąż mi
się śni ich młoda krew.
22.01.2018
Gloria O
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz